Na nadchodzącej aukcji, obok wybitnych dzieł malarstwa i rzeźby, pojawi się przedmiot z zupełnie innej kategorii kolekcjonerskiej – szwajcarski zegarek mechaniczny o amerykańskim rodowodzie. Jego historię przybliża Piotr Sobota, prezes firmy Mor-Wa, dystrybutora prestiżowych szwajcarskich manufaktur. To opowieść, która swoim dramatyzmem przypomina scenariusz filmowy.
Od tragedii do perfekcji
Korzenie marki Ball sięgają 1881 roku, a o jej losach przesądził tragiczny wypadek: katastrofa kolejowa w Kipton. Doszło do niej w wyniku zatrzymania się zegarka jednego z maszynistów. Skutki zdarzenia były na tyle poważne, że Webster Clay Ball – od którego nazwiska pochodzi nazwa marki – został powołany do przeprowadzenia pełnej synchronizacji wszystkich zegarków w amerykańskim kolejnictwie. Z czasem samo nadzorowanie cudzych czasomierzy przestało mu wystarczać. Ball zaczął produkować własne zegarki, opierając się na niezwykle restrykcyjnych standardach.
Wyśrubowane normy nie wynikały jedynie z ambicji twórcy, lecz z ekstremalnych warunków panujących w ówczesnych lokomotywach: wszechobecnego pyłu, wysokich temperatur i bezwzględnego wymogu minimalnych odchyleń chodu.
„Dokładność w niesprzyjających warunkach — taką dewizą kieruje się marka.”
Trainmaster Cannonball: Kolejowe dziedzictwo na nadgarstku
Egzemplarz przekazany na licytację pochodzi z wyjątkowej kolekcji Trainmaster Cannonball – linii, która najsilniej nawiązuje do kolejowego dziedzictwa firmy. Tarcza zegarka czerpie z estetyki dawnych zegarów stacyjnych. Sam czasomierz jest antymagnetyczny i odporny na wstrząsy, a innowacyjne pałeczki trytowe sprawiają, że świeci własnym światłem w całkowitej ciemności.
W sercu urządzenia pracuje szwajcarski mechanizm automatyczny RR 1401, zbudowany na bazie legendarnego i cenionego przez kolekcjonerów kalibru Valjoux 7750. Projektanci zadbali o detale, które zachwycą koneserów: kopułkową koronkę, charakterystyczne przyciski chronografu oraz bransoletę wykonaną w formie podkładów i torów kolejowych – co staje się w pełni widoczne dopiero po jej rozłożeniu.
Choć od ponad 30 lat marka produkowana jest w Szwajcarii, jej serce pozostaje wierne amerykańskim korzeniom. Przedmiot, który powstał po to, by zapewniać pasażerom pociągów bezpieczny dojazd do celu, trafia teraz na licytację, by nieść realną pomoc dzieciom. W ten sposób historia zatacza piękne i wymowne koło.













