Gdy zapytać Krzysztofa Maternę o to, dlaczego nadchodzące wydarzenie nosi nazwę „Medycyna jest sztuką”, odpowiada on z właściwą sobie, rozbrajającą bezpośredniością: „To jest metafora. Co to jest metafora, nie będę tłumaczył, bo zwracam się do ludzi inteligentnych i wykształconych”. Jednak chwilę później, już zupełnie poważnie, rozkłada tę metaforę na czynniki pierwsze – i robi to w sposób tak sugestywny, że trudno się z nim nie zgodzić.
Wspólny mianownik: Misja i umiejętność
Zastępca dyrektora do spraw artystycznych Teatru Bagatela przyznaje, że medycyna nie figuruje w żadnym encyklopedycznym wykazie rodzajów sztuk. Jest jednak sztuką w sensie umiejętności — a za tą umiejętnością stoi długoletnia nauka, talent, intuicja i zdolność właściwej oceny stanu pacjenta. Teatr z kolei jest sztuką w rozumieniu słownikowym, ale ma coś, co zbliża go do medycyny: świadomość misji terapeutycznej. Widz, który przychodzi do teatru, na dwie godziny przenosi się w inny świat — i właśnie tam, jak mówi Krzysztof Materna, teatr go leczy, pomagając odciąć się od tego, co czeka za drzwiami.
„Medycyna nie istnieje w wykazie encyklopedycznym rodzajów sztuk, ale jest sztuką w sensie umiejętności.”
Blizny, które czynią mądrzejszym
Identyfikacja wizualna projektu czerpie z kintsugi – japońskiej sztuki naprawiania pękniętej ceramiki złotem. Zapytany o to, czy trudne doświadczenia rzeczywiście mogą czynić nas piękniejszymi, Krzysztof Materna najpierw ucieka się do żartu, twierdząc, że wystarczy na niego spojrzeć, by dostrzec „piękno wewnętrzne”. Zaraz potem dzieli się jednak osobistą refleksją o własnych klęskach, przebytych chorobach i życiowych bliznach. Mówi o wszystkim, co wiązało się z utratą piękna, a co ostatecznie ukształtowało go jako człowieka mądrzejszego i bardziej doświadczonego. „I szczycę się tym” – dodaje.
Stacyjka, na której wszyscy się spotkamy
Listopadowy wieczór zapowiada się jako unikalna kompozycja kilku doniosłych momentów: wystawienia spektaklu „Stacyjka Zdrój”, uroczystego wręczenia statuetki dla Arcymistrza Sztuki Medycznej oraz aukcji charytatywnej. Krzysztof Materna unika streszczania fabuły przedstawienia – zdradza jedynie, że to poetyckie i filozoficzne ujęcie losu, który czeka nas wszystkich, podane jednak z dużą dawką nostalgii i przymrużeniem oka. Spektakl z jednej strony ma dostarczać głębokich wzruszeń, z drugiej zaś przypominać, że warto dbać o wewnętrzne piękno, a także żyć w sposób wartościowy.
O piosenkach Jeremiego Przybory i Jerzego Wasowskiego, które stanowią fundament spektaklu, Krzysztof Materna mówi z czułością kogoś, kto zna je na pamięć: „To tak, jakbyśmy spotykali się z Szekspirem.” Dopełnieniem tej artystycznej uczty jest mistrzostwo poetyckie Andrzeja Poniedzielskiego – twórcy, który w opinii Materny jest nie tylko rozpoznawalny, ale absolutnie unikalny pod względem stylu, wrażliwości i sposobu wypowiedzi.













